Krajobrazy niepokojem podszyte

Na polu malarstwa czułem się zawsze ignorantem. Mało co rozumiałem, mało co mnie poruszało. Nie żeby po wizycie w muzeum w Sanoku coś się na tym polu zmieniło, ale na pewno utwierdziło w przekonaniu, że Zdzisław Beksiński wielkim artystą był.

Tylko co to tak naprawdę znaczy? Co tak nas w czyjejś twórczości porusza? Co sprawia, że jedne dzieła rąk ludzkich zapierają w piersiach dech, obok innych zaś przechodzimy obojętnie? Kunszt, innowacyjność, wielointerpretacyjność? A może ekstrawagancja albo konsekwencja i upór samego twórcy? A może, jak coraz częściej mam okazję obserwować, historia, którą dopowiadamy sobie na temat artysty i jego dzieł, nierzadko podkręcona przez innych, najczęściej takich, którym się to z jakiegoś powodu opłaca?

Jak sam wspomniany powtarzał, w jego twórczości nie było agendy. Malował obrazy, które widział po zamknięciu powiek, nic poza tym. Czy wielcy tego świata to nie raczej ludzie wielkich idei, szlachetni, nieskazitelni? Tak lubimy ich sobie wyobrażać. Jednocześnie im więcej relacji z życia danego człowieka, tym bardziej staje się on bliski, niedoskonały, zwykły.

Czasem myślę, że czas wielkich artystów przeminął. Nie dlatego, że dziś ich między nami nie ma, o nie, wręcz przeciwnie. Jest ich bardzo dużo, giną jednak w natłoku informacji. Wszystkiego wszędzie jest przecież tak dużo, bez promocji jednostki trudno się na jednej osobie skupić. Bo jak ocenić, w kogo warto inwestować swój czas skoro porusza nas tak wiele, tak różnych treści.

Albo może tak było od zawsze? Tzn. wielkich artystów zawsze było wielu, ale nie wszyscy wpisywali się w gusta osób oceniających sztukę, osób, które decydowały o jej przyszłości?

A może wcale wielu ich nie było, a ci prawdziwie wielcy to ci, których znamy? Sprawiedliwość dziejowa istnieje, a wybitna sztuka sama się obroni?

W to ostatnie akurat trudno mi uwierzyć, choćby z powodu aktualnej akceptowalności/popularności nośnika, na którym się tworzy.

Bo w czym sztuka z memów, vlogów, graffiti, czy choćby z tablic podczas protestów jest gorsza od wierszy, tekstów piosenek, muzyki, malarstwa? Jedno i drugie wymaga kreatywności, snu spędzonego z powiek, znajomości kontekstu, w którym się tworzy. Może warto zatem dać przestrzeń do rośnięcia nie tylko malarzom, poetom, nawet piosenkarzom, ale także tworzącym memy czy innego rodzaju internetowe treści? Nie elitaryzować jednych nośników kosztem innych? Przecież, jak widać, wielka twórczość nie rośnie jedynie na salonach, ale także, a może przede wszystkim, na blokowiskach.

No ale, nie żebym był na polu oceny sztuki autorytetem :p jej ocenę pozostawmy specjalistom. Ja powiedziałem co wiedziałem a teraz wrzucam fotki. Piękne obrazy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *