Paralyzed to chyba najbardziej osobisty utwór z nadchodzącej płyty. Napisany kilka lat temu, mimo upływu lat wciąż aktualny. Cały czas nie umiem uporać się z faktem przemijania, braku znaczenia i małości zwierzątka, jakim jest człowiek, w czasie i przestrzeni.
Jak pisał Horacy, dzięki sztuce nie cały umrę. Dziś, gdy wiemy trochę więcej o wieku wszechświata, o perspektywach na kilka milionów lat do przodu, a co dopiero miliardów, ta maksyma brzmi jak ułuda dająca spokój ducha. 'Omnis moriar’, czyli drugi tytuł tego utworu to nieunikniony wniosek gdy spojrzeć na rzeczywistość z trochę szerszej niż nasza ludzka perspektywy.
To smutne i tak dalekie od dziecięcego spojrzenia na świat – ale może to właśnie jest dorosłość? A może pojawia się ona wtedy gdy godzisz się z takim stanem rzeczy i próbujesz żyć tym co tu i teraz, bez nierealistycznych marzeń i pragnień? Tego jeszcze nie wiem, na razie jeszcze wciąż mi smutno.
„Sparaliżowany” to też zawód na muzyce i jej możliwościach. Kiedyś wydawało mi się to tak piękne, że dzięki muzyce można wpływać na otaczającą rzeczywistość. Że dzięki dźwiękom można inspirować, wywoływać dyskusje i przekonywać do fajnych idei. Dziś, po latach prób, już nie mam takiej nadziei. Muzyka to dziś głównie rozrywka, na piosenki, które 'będą się słuchały’ i polecą w radiu, są przepisy, a sukcesy osiągają głównie ludzie ze smykałką do biznesu. Staram się na to nie obrażać, tak pewnie jest, było i będzie – ale łatwiej żyło się w świecie wyimaginowanym.
Także tego, dziś tak na smutno :p ale prawdziwie. Miałem nie pisać tego wszystkiego, wolę zarażać optymizmem – ale chyba nie tylko od tego ma być muzyka. Albo tylko tak mi się wydaje.